Strona główna » Wywiady » „Zawsze będę śpiewał o tych samych uczuciach”

„Zawsze będę śpiewał o tych samych uczuciach”

Dodano: 2011-11-21, autor: Karol Szabucki

Przedstawiamy dziś Państwu wywiad z wokalistą zespołu TSA, Markiem Piekarczykiem, z którym którym miałem okazję porozmawiać przed koncertem grupy, w kartuskim Domu Rzemiosła.

- To już 30 lat na scenie. Miewa Pan jeszcze tremę przed koncertem?
- Powiem szczerze, że częściej ją odczuwam wtedy jak schodzę ze sceny, ponieważ życie jest trudniejsze niż bycie na scenie. Koncert to sama przyjemność, więcej stresu powodują takie przyziemne sprawy jak chociażby załatwianie formalności związanych z koncertem, pokonanie wielu kilometrów, żeby nań dojechać i bezpiecznie wrócić do domu. Każdy z nas ma swoje rachunki, pogróżki z banku, cieknący dach, ogród, który nie został dobrze przygotowany do nadchodzącej zimy i przede wszystkim czekającą w domu, tęskniącą rodzinę. A scena, to fakt, ciężka praca, ale mimo wszystko, w porównaniu z prawdziwym życiem jest to dla mnie odpoczynek.

- Nie myślał Pan nigdy, żeby to rzucić i przejść na przysłowiową emeryturę?
- Emerytura ? Nie wiem co to jest i pewnie nigdy się nie dowiem.

- Kilka lat temu w mediach pojawiły się spekulacje na temat waszej nowej płyty, a potem cisza. Nagrywacie więc nowy materiał, czy nie?
- Owszem, pojawiły się takie spekulacje, ale dziś mogę powiedzieć, że ... kłamałem mówiąc o tym. Myślałem wtedy, że może coś z tego będzie, a może teraz będzie? Nie wiem. Nagranie płyty to nie jest łatwa rzecz.

- Pozwolę sobie przytoczyć treść postu, zawartego na stronie waszego oficjalnego fan clubu „Alien”, w którym jedna z osób pisze, cytuję: „Koncerty to kasa dla zespołu. Za wydanie płyty dostają grosze. Będą tłukli koncerty, dopóki będą im za to ludzie płacić. Czysto komercyjne granie. Gdyby chcieli, to nagraliby 100 razy tę płytę”. Czy zgadza się Pan z tą wypowiedzią ? Zespół TSA stał się zespołem komercyjnym?
- Jest to typowo gówniarskie podejście do życia. My wykonujemy zawód muzyka i zarabiamy na graniu koncertów. Nie dostajemy za nie takich pieniędzy, jak niektórzy ludzie sobie wyobrażają. Musimy grać, żeby utrzymać siebie i nasze rodziny. Nie mamy żadnych bogatych ciotek, które ustawią nas do końca życia, nie mamy nawet emerytur na starość. Nie zgadzam się z tym, że jesteśmy zespołem komercyjnym. Nie robimy rzeczy, które nie są zgodne z naszym sumieniem artystycznym i człowieczym. Nie zmieniamy się tak, jak dyktuję nam to obecna moda. Ciągle jesteśmy i staramy się być tacy sami. A poza tym powiem ci tak, nawet jakbyśmy nagrali teraz kilka nowych kawałków, to być może garstka naszych fanów piałaby z z zachwytu, ale na koncertach i tak wszyscy chcą i nadal by chcieli by, żebyśmy grali tylko i wyłącznie nasze stare utwory. Tak samo jest z zespołem The Rolling Stones. Ludzie przychodzą na ich koncerty po to, aby wysłuchać ich szlagierów, które znają od wielu, wielu lat.

- Wiele zespołów z waszym stażem estradowym, jeżeli nie nagrywa nowej płyty, to odświeża swoje przeboje w wersjach akustycznych, bądź symfonicznych. Czy nie kusi was takie przedsięwzięcie?
- Owszem, zauważyłem, że niektóre zespoły z naszym stażem scenicznym coś takiego robią. Jednak myślę, że robią to tylko dlatego, że ich managerowie mają ciśnienie na zarobienie dużej kasy i organizują im tego rodzaju spektakle, w których artyści rockowi występują w cekinach i grają tak, jak im orkiestra każe. My nie mamy swojego managera. Sami decydujemy, czy gramy koncert, czy nie. Nie musimy spełniać ambicji, planów, pomysłów managerów. Nikt nie rzuca nam haseł typu: mamy 30 lat, trzeba nagrać jakąś płytę.

- Nawet z samej ciekawości nie chcielibyście spróbować i na przykład wystąpić z orkiestrą symfoniczną?
- A po co nam taka męczarnia? I orkiestra by się męczyła i my. Moim zdaniem, jest to typowo managerski chwyt marketingowy. Nagrasz taką płytę, włączasz ją, a potem zastanawiasz się i pytasz sam siebie o co w tym wszystkim chodzi? Po co nam to było? Przynajmniej ja mam takie wrażenie słuchając tego rodzaju płyt nagranych przez kolegów. Moim zdaniem jesteśmy zespołem dobrze brzmiącym i nie musimy się bratać z jakimiś orkiestrami, jakimiś panami magistrami po szkołach muzycznych, którzy nam zrobią orkiestrację, rozpiszą nam smyczki, trąbki itp. Z mojego artystycznego punktu widzenia, nic by to do zespołu nie wniosło. Jedyna pożyteczna rzecz jest taka, że możesz opchnąć ludziom ten sam materiał i zarobić na tym trochę kasy.

- Oprócz zespołu TSA, w 2009 roku nagrał Pan płytę solową pod tytułem „Źródło”. Czy ten projekt zakończył się sukcesem ?
- Sukces jest fantastyczny. Cieszę się, że to zrobiłem i że dałem się namówić, żeby nagrać taką płytę.

- Ostatnio w mediach pojawiło się dużo programów muzycznych, takich jak Must Be The Music, czy X Factor. Jak ocenia Pan formułę takich programów? Faktycznie pomagają młodym ludziom w zrobieniu kariery muzycznej?
- Oczywiście, ci którzy w nim występują, mają dzięki temu swoje 5 minut, ale równie szybko potem znikają z telewizji i sal koncertowych. Po każdej edycji, wygranym organizują tak zwane objazdówki, dają im możliwość spania w dobrych hotelach, ale jak już przyjdzie czas na kolejne edycje, to szybko o nich zapominają. Pełno jest takich ludzi, którzy wygrywają różnego rodzaju konkursy, a potem narzekają, że nikt się nimi nie interesuje. Telewizja zajmuje się nimi tylko przez krótki czas i tylko na własne potrzeby. Uczestnicy podpisują umowy, że dana telewizja, czy stacja, ma ich tylko na wyłączność.

- A gdyby 30 lat temu ukazał się taki program…?
- Na pewno bym w nim nie wystąpił. Nie potrafiłbym stanąć przed takim jury, a co dopiero śpiewać. Ja, żeby wystąpić i zaśpiewać, muszę czuć potrzebę wyrażenia czegoś, przekazania jakichś emocji, inaczej nie umiem. Zdarzyło mi się być kilka razy razy w życiu na castingach do zespołów, którzy poszukiwali wokalistów. I gdy mówili mi: no dobra, to zaśpiewaj coś, ja zawsze mówiłem, nie. Chciałem, żeby to oni zagrali kilka nut, a ja się podłączę i zaśpiewam. Kiedyś występowaliśmy z TSA na festiwalu w Jarocinie, ale to było coś innego, bo tam publiczność decydowała o tym czy mamy talent, czy nie. Żadnych trzech palantów nie odważyło się oceniać występujących tam zespołów. Żadne jury, ani koledzy z branży nie oceniali nas. Nie decydowali, czy się nadajemy, czy potrafimy coś i czy dobrze się sprzedamy publiczności. I to w tym festiwalu było najpiękniejsze.

- Zespół TSA znany jest głównie ze szczerości i autentyczności w tym co robi. Szczerość w dzisiejszych czasach jeszcze popłaca?
- W dzisiejszych czasach tylko policja płaci za szczerość, swoim donosicielom. A tak poważnie, to nie ma czegoś takiego jak opłacalność szczerości. Spełnianie celów życiowych jest najbardziej opłacalne, brak szczerości jest kłamstwem. Kłamstwo powoduje, że musisz udawać, a jak raz skłamiesz, to do końca życia musisz pamiętać co powiedziałeś i tak sam tworzysz drzewo kłamstwa. Stajesz się zakłamanym człowiekiem, który musi nosić ciemne okulary, bo bez nich nie jest w stanie spojrzeć drugiej osobie w twarz. Ja śpiewając moje piosenki nie kłamię. Dzięki temu nie muszę się wysilać, ćwiczyć, zalewać głosu różnymi ziołami, żeby zaśpiewać tak samo dobrze jak inny by to zaśpiewał. Tak w zasadzie ja w ogóle nie myślę o moim głosie, to nieistotne, bo zawsze będę śpiewał o tych samych uczuciach. Jak jesteś sobą i jesteś uczciwy wewnętrznie, to nie musisz się męczyć, że skala nie taka, że coś za wysoko, za nisko, przekaz, uczucia i tak popłyną.

- Jak Pan odpoczywa pomiędzy koncertami?
- Mam duży ogród w którym lubię robić różne rzeczy, np. sadzić grządki kwiatów. Bardzo lubię popracować fizycznie, zapewnia mi to wewnętrzną równowagę. Oprócz tego każdy mężczyzna powinien być zakochany, mieć ładną kobietę, uprawiać z nią dobry seks, dobrze jeść i mieć z tego wszystkiego zabawę i przyjemność. A wracając do pytania, jestem człowiekiem, który ma wiele różnych zajęć. Malowanie, zakładanie gniazdek, kontaktów, hydraulika, nie są mi obce i lubię je praktykować w moim domu.

- Dziękuję za rozmowę.


 
 
 
„Posłuchaj, co ma do powiedzenia historia”…

… i zwiedzaj muzea i obiekty turystyczne z naszym elektronicznym przewodni...

Kategoria: Inne

 
 
 
Wydawca

Spółka Wydawnicza Remus Sp. z o.o.
pl. Św. Brunona 7
83-300 Kartuzy

Operator

24group.pl - Tworzenie stron internetowych
www.24group.pl
kontakt@24group.pl

Copyright © 2011 Gazeta Kartuska

Partnerzy