Strona główna » Wywiady » WYWIADY. „Praca jest też moim hobby i pasją”

WYWIADY. „Praca jest też moim hobby i pasją”

Dodano: 2012-02-08, autor: L.P.

Rozmawiamy dziś z nowym dyrektorem Zarządu Dróg Wojewódzkich w Gdańsku, mieszkańcem Kartuz, panem Grzegorzem Stachowiakiem.

– Co Pana skłoniło do ubiegania się o to stanowisko?

– Na pewno w dużym stopniu ambicje, ale przede wszystkim chciałem podziałać na rzecz województwa pomorskiego. Widziałem tu możliwość rozwoju dla siebie, ale też wniesienia nowego ducha do zarządu dróg wojewódzkich i samorządności. Zazwyczaj bywa tak, że na stanowiska kierownicze trafiają ludzie, którzy już w danej firmie pracują i nie wnoszą doświadczenia z zewnątrz. Ja akurat wniosłem to doświadczenie i mam nadzieję, że świeży powiew z zewnątrz.

– Na pewno rozpoczął Pan pracę od zapoznania się z bieżącymi sprawami, a jaka była pierwsza samodzielna decyzja na nowym stanowisku?
– Była związana z tragicznym wypadkiem, do którego doszło 31 grudnia ub. roku w Straszynie. Pewnie śledzący wiadomości wiedzą, że samochód najechał na pięcioosobową rodzinę, która szła sobie zwyczajnie na spacer. Kierowca, będący pod wpływem alkoholu, wjechał na chodnik, w efekcie czego zginął 5-letni chłopczyk. Taką ważniejszą, pierwszą decyzją było wyjście naprzeciw petycjom mieszkańców Straszyna, którzy walczą o to, żeby przy tej feralnej drodze pojawiły się bariery ochronne pomiędzy jezdnią a chodnikiem.

– Jest Pan mieszkańcem Kartuz, więc tym bardziej nie powinno Pana zaskoczyć pytanie, co dalej z obwodnicą Kartuz?

– Nie jest to absolutnie moja zasługa, ale efekt wcześniejszych decyzji, że procedury związane z obwodnicą, systematycznie posuwają się do przodu. Mogę dziś poinformować, że 16 stycznia została podpisana umowa z wykonawcą projektu obwodnicy, oczywiście wyłonionym po przetargu.

– Proszę powiedzieć coś więcej na temat konkretnych terminów, kosztów itd. Krótko mówiąc, na co możemy liczyć w najbliższym czasie?

– Na pewno na projekt budowlany i wykonawczy oraz na decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację przedsięwzięcia, w skrócie nazywaną po prostu decyzją środowiskową. Wydaje ją Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, z którą bywają największe problemy. Żeby była jasność, nie chciałbym tu absolutnie narzekać na regionalną dyrekcję. Oni robią swoje i wywiązują się z powierzonych im zadań, natomiast nie ulega wątpliwości, że jest to element dokumentacji, przygotowania całej inwestycji, który zarówno projektantom, jak i inwestorowi sprawia najwięcej problemów. Sprawy środowiskowe są istotne, ważne, ale jak wychodzimy z projektem w nowy teren, to niektóre sprawy są nam nieznane. Na przykład nie wiemy, czy na danym terenie leśnym nie trafimy na jakieś jakieś cenne gatunki przyrodnicze, które są pod ochroną. Wracając do meritum, na dzień dzisiejszy umowa jest podpisana, projektant przystąpił do pracy. Z naszej strony zadeklarowałem projektantowi wszelką pomoc, podobnie jak to uczyniła burmistrz Kartuz. Jeśli tylko będzie konieczna jakaś reakcja, interwencja, to zarówno zarząd dróg wojewódzkich, jak i burmistrz Kartuz, będziemy się starać rozmawiać i interweniować, żeby nie opóźniać realizacji dokumentacji projektowej, na którą projektant ma 17 miesięcy. W czerwcu 2013 roku zakończą się prace projektowe.

– Wspomniał Pan o trudnościach pojawiających się podczas ubiegania się o decyzję środowiskową. Czy w przypadku, gdy jedynym podmiotem, który będzie musiał się wypowiedzieć w tej kwestii jest przychylne inwestycji Nadleśnictwo Kartuzy, należy się spodziewać, że trudności z pozyskaniem decyzji środowiskowej nie będzie?

– Na pewno ograniczenie rozmów do jednego podmiotu jest sporym ułatwieniem, ale zobaczymy. Czasem wszystko wygląda optymistycznie, a nagle pojawiają się schody, więc zaczekajmy cierpliwie na opinię Dyrekcji Ochrony Środowiska.

– Realizowany projekt dotyczy całej obwodnicy?

– Nie, tylko pierwszej, ale za to najtrudniejszej części, natomiast decyzja środowiskowa obejmować będzie całą inwestycję. Dzięki temu, doprojektowanie w kolejnym etapie pozostałych dwóch części obwodnicy, zajmie o wiele mniej czasu, około siedmiu, ośmiu miesięcy. Jeśli pamiętają państwo jak wygląda koncepcja, to w pierwszym rzędzie realizowany będzie odcinek od ul. Gdańskiej w kierunku Grzybna. Koszt całej inwestycji to ponad 120 mln zł. Są to w skali województwa potężne pieniądze, których obecnie, w czasie kryzysu, brakuje szczególnie. Póki co, pieniędzy nawet na ten pierwszy etap nie ma, natomiast przygotowujemy projekt po to, aby jak tylko pojawi się okazja, aplikować o środki unijne. Niedługo wejdziemy w nowy okres programowania i dofinansowania z Unii Europejskiej
i obwodnicę Kartuz chcemy właśnie w ten układ wpisać. To, że projekt będziemy mieli już za rok, może też spowodować przyspieszenie tej inwestycji. Spływać zaczną bowiem pieniądze z rezerw, niewykorzystane środki z obecnego okresu finansowania unijnego. Nie należy się tym podniecać, ale zawsze jest to bardziej optymistyczna perspektywa. Jeśli te pieniądze się pojawią, to automatycznie możemy uruchomić konkurs, jeszcze szybciej niż w kolejnym okresie programowania. Warunkiem jest posiadanie dokumentacji technicznej, a ta, jak wspomniałem, w czerwcu będzie gotowa.

– Miło, że ta bardziej optymistyczna perspektywa, o której już w ubiegłym roku wspominał marszałek Struk, wciąż jest aktualna. Zostawiając już temat obwodnicy, proszę powiedzieć co z innymi, mniejszymi inwestycjami na drogach wojewódzkich naszego powiatu.

– Wciąż są problemy z dopięciem tegorocznego budżetu województwa. Są pieniądze na odśnieżanie i pozimowe remonty nawierzchni dróg, natomiast nie ma środków na zaplanowane inwestycje tzw. jednoroczne. Być może pojawią się z rezerw, ale póki co, nie ma. Proszę też pamiętać, że muszę patrzeć w skali całego województwa, a nie tylko powiatu kartuskiego, a dróg wojewódzkich mamy 1700 kilometrów. Państwa jednak interesuje zapewne tylko powiat kartuski, więc skupmy się na tym obszarze. Wiem, że wójt Sierakowic przygotowuje dokumentację projektową na przebudowę skrzyżowań w Sierakowicach i drogi głównej przez Sierakowice. Drugi projekt dotyczy modernizacji samego wjazdu do Sierakowic, pod mostem. W tej chwili jest nie tylko zbyt wąski, ale jest tam też zła widoczność. Pan wójt przygotowuje dokumentację staraniem własnym. W tym roku prawdopodobnie ogłoszony zostanie konkurs, do którego aplikowane będą te sierakowickie zadania i jeśli uda się pozyskać dofinansowanie, będą realizowane. Samorząd Sierakowic wziął też na siebie połowę wkładu własnego, który należy zabezpieczyć na realizację tych inwestycji, wspomagając tym samym samorząd wojewódzki. Nie pamiętam w tej chwili szczegółów, więc proszę mi wybaczyć, ale na swoje usprawiedliwienie powiem, że kieruję zarządem dopiero od 3 tygodni.

– Są jakieś inwestycje priorytetowe dla Pana na terenie naszego powiatu, gdzie szczególnie będzie Pan trzymał rękę na pulsie?

– Powiem tak, akurat to, że podpisanie umowy na projekt obwodnicy miało miejsce w pierwszych dniach mojego dyrektorowania, to absolutny przypadek, zbieg okoliczności. Pragnę podkreślić, że w województwie nie ma dla mnie priorytetów. Wszystkie zadania są na równi traktowane, przygotowywane i będą realizowane. Oczywiście, że z racji, iż jestem mieszkańcem Kartuz, pewnie sympatyczniej będzie tu rozmawiać i różne sprawy załatwiać, ale jeśli chodzi o realizację zadań, powiat kartuski traktuję tak jak sztumski, bytowski, chojnicki, czy każdy inny. Problemy są wszędzie, zarówno z bezpieczeństwem na drogach, jak i z ich stanem. Chciałbym rzetelnie podchodzić do swoich nowych obowiązków i tego będę się trzymał.

– Jak się Panu podoba zmodernizowany plac św. Brunona? Również podziela Pan opinię, że światła były lepszym rozwiązaniem niż rondo?

– Rondo to rozwiązanie, które faktycznie zapewnia dużą przepustowość, powoduje też spowolnienie ruchu, a więc zdejmujemy nogę z gazu i zwalniamy, natomiast nie zawsze i nie w każdym terenie da się rondo wybudować. Niestety, na pl. św. Brunona jest taka specyfika, że my już teraz, tu w redakcji, siedzimy znacznie poniżej poziomu drogi, a gdyby było tu rondo, to z okien redakcji oglądalibyście państwo stopy przechodniów. W tym przypadku zdecydowanie lepszym rozwiązaniem była sygnalizacja świetlna.

– To była pechowa inwestycja, ponieważ z powodu niespodziewanego ataku zimy roboty przerwano i aż do wiosny męczyliśmy się ze sporymi utrudnieniami, nie tylko piesi i kierowcy, ale zwłaszcza handlowcy, którym z powodu braku dojazdu znacznie spadły obroty. Nie mogli też dojechać zaopatrzeniowcy itd. Wiem, że Zarząd Dróg Wojewódzkich musiał się wtedy gęsto tłumaczyć. Czuje Pan ulgę, że nie był wtedy dyrektorem?

– Nie czuję ulgi, raczej współczucie dla poprzedniego kierownictwa. Poza tym nie wiem, czy podobna sytuacja nie przydarzy się w innym miejscu, za mojego dyrektorowania. Wie pani, w Polsce to jest tak, że wszyscy tych nowych dróg, remontów chcą, ale jak już inwestycja dochodzi do skutku, to związane z nią utrudnienia traktowane są jak dopust boży. Zaczynają się narzekania, utyskiwania, awantury. Proszę nie zapominać, że droga 211, czyli Sierakowice – Kartuzy i dalej Kartuzy – Gdańsk, należy do najbardziej obciążonych ruchowo dróg. Konieczność przebudowy skrzyżowania na pl. św. Brunona ewidentnie była i trzeba było w końcu to zadanie zrealizować. Mało tego, to co widzimy, to tylko część inwestycji, bo przecież została zrobiona cała infrastruktura podziemna, która również była miastu potrzebna. Poza tym z zimą tak to już bywa, że przychodzi kiedy chce. W tym roku można by w tym samym czasie zmodernizować dwa takie skrzyżowania, a rok wcześniej było to niemożliwe.

– Połowa tegorocznej zimy była jak jesień, czy w związku z tym zaoszczędzone na akcję zimową pieniądze mogą być przeznaczone na inne zadania inwestycyjne?

– Jako Zarząd Dróg Wojewódzkich zabezpieczamy w budżecie pieniądze na określone zadania, jednym z nich jest tzw. akcja zima. W społeczeństwie panuje pewne niezrozumienie tematu, bo to, że nie było śniegu nie oznacza, że nic nie wydaliśmy. Przecież o tym, że będzie taka aura, nie wiedzieliśmy, a planuje się ze znacznym wyprzedzeniem. Trzeba było jak co roku zakupić materiały, podpisać umowy na odśnieżanie, zorganizować dyżury, co też kosztuje. Oczywiście, znaczne środki pozostały, ale nie są one w naszej bezpośredniej dyspozycji, ale pozostają na koncie Urzędu Marszałkowskiego. Teraz w gestii pana marszałka, czy raczej zarządu województwa pozostają decyzje, jak je wykorzystać. Proszę pamiętać, że to są pieniądze z akcji zima, ale ubiegłorocznego budżetu. Teraz mamy nowy budżet i pieniądze wydajemy na akcję zimową od stycznia br. do wiosny, a także, o czym mało osób wie, na zimę która czeka nas w listopadzie, czy grudniu br. To nie są pieniądze na sezon zimowy, tylko na rok kalendarzowy. Gdyby spadł śnieg w lipcu, to również musimy korzystać z tej puli środków. Trudno mi powiedzieć, czy województwo zdecyduje się oddać nam te niewykorzystane w ubiegłym roku środki, czy tez przeznaczy je na inne zadania. W każdym razie nie jest to tak, że niewykorzystane środki z automatu przechodzą na ten rok i możemy je wykorzystać na realizację zadań inwestycyjnych. Decyduje województwo, my jesteśmy realizatorem tych decyzji.

– Wracając do Kartuz, to ostatnio słychać pogłoski o planowanej rozbudowie stacji paliw Orlen przy ul. Gdańskiej. Jest to droga wojewódzka, czy w związku z tym może Pan coś powiedzieć na temat ewentualnych, planowanych prac modernizacyjnych na tej drodze?

– Widzę, że informacje szybko się rozchodzą. To prawda, taka inwestycja jest przez Orlen planowana. O ile się orientuję, to obecny obiekt ma zostać wyburzony, a nowy powstać z wykorzystaniem zakupionej w tym celu sąsiedniej działki. Posiadamy od dłuższego już czasu koncepcję przebudowy ul. Gdańskiej, natomiast Orlen dysponuje swoim projektem. Muszę tu jednak powiedzieć z całą stanowczością, że ochrona pasa drogowego i zapewnienie bezpieczeństwa na tej drodze wojewódzkiej, będzie dla nas rzeczą nadrzędną. Tym bardziej, że jak spojrzymy w statystyki, to rejon Kartuz przoduje, jeśli chodzi o potrącenia na drogach, w tym śmiertelne. Będziemy na pewno postępować tu zgodnie z literą prawa i obowiązującymi przepisami.

– Do najbardziej widocznych zadań inwestycyjnych przy drogach m.in. wojewódzkich, należą chodniki. Czy na rok bieżący planowana jest budowa nowych traktów pieszych?

- Owszem, gminy wnioskują o wybudowanie chodnika, czy dojścia do jakiegoś punktu, ale na chwilę obecną województwo nie posiada środków na budowę nowych ciągów pieszych. Możemy jak najbardziej pomóc, udostępnić pas drogowy, ale inwestycji póki co realizować nie będziemy. Jeśli gmina we własnym zakresie opracuje dokumentację projektową, to jak najbardziej zaopiniujemy ją pozytywnie, możemy też pomóc przy realizacji, ale nie finansowo. To się może zmienić, ale na chwilę obecną nie mam w tym temacie dobrych wiadomości.

– Zostawmy już te trudne tematy i przejdźmy do luźniejszych. Urodził się Pan w Bydgoszczy, ale od dzieciństwa mieszka w Kartuzach?

– Od wczesnego dzieciństwa, bo od 1978 roku. Moje dzieciństwo to Szkoła Podstawowa nr 3 w Kartuzach, następnie I Liceum Ogólnokształcące przy Klasztornej. I o dziwo, nie wybrałem wówczas profilu matematyczno-fizycznego, a biologiczno-chemiczny. Moją wychowawczynią była pani profesor Maria Mejer-Kobiela, obecna dyrektor. W tamtym czasie właśnie z biologią, chemią, wiązałem swoją przyszłość. Z biegiem czasu te zainteresowania uległy zmianie i zamiast zostać farmaceutą, czy weterynarzem, zostałem absolwentem Politechniki Gdańskiej. Moją pasją stało się budownictwo komunikacyjne, od etapu planistycznego, projektowego, aż po realizację. Generalnie, praca w celu poprawy bezpieczeństwa na drogach. Oj, dużo można by na ten temat. Denerwuję się jak słyszę: „A po co tu ten znak postawili? A dlaczego tu ograniczenie do 50 na godzinę?”. Ludzie, to nie jest tak, że ktoś sobie wymyślił głupotę, ale czemuś to ma służyć. Wszystkie znaki i ograniczenia prędkości, to nie jest jakieś tam widzimisię, ale przemyślane decyzje. Stoją tam po to, żeby chronić nasze życie.

– Kilka słów o rodzinie?

– Mieszkam na os. Zielone Wzgórze w Kartuzach. Żona jest architektem, również po Politechnice Gdańskiej. Mamy dwie córeczki i syna.

– Zainteresowania, pasje?

– Hm, tak w sumie to moja praca jest też moim hobby i ogromną pasją. Dochodzą do tego obowiązki rodzica, które przy trójce dzieci, jeszcze niedużych, są liczne. To nie tylko obowiązki, ale też ogromna frajda jednocześnie. Człowiek patrzy na te małe istotki, przebywa z nimi i zastanawia się, jacy będą za ileś tam lat i kim będą. Wracając do hobby, rzadko oglądam telewizję, zdecydowanie wolę radio, zwłaszcza „Trójkę”. Ostatnio, z racji nowych obowiązków słucham też Radia Gdańsk, ale fanem „Trójki” być nie przestałem.

– Dziękuję serdecznie za tę rozmowę i życzę dużo satysfakcji z nowej pracy.

Rozmawiała Lucyna Puzdrowska


 
 
 
„Posłuchaj, co ma do powiedzenia historia”…

… i zwiedzaj muzea i obiekty turystyczne z naszym elektronicznym przewodni...

Kategoria: Inne

 
 
 
Wydawca

Spółka Wydawnicza Remus Sp. z o.o.
pl. Św. Brunona 7
83-300 Kartuzy

Operator

24group.pl - Tworzenie stron internetowych
www.24group.pl
kontakt@24group.pl

Copyright © 2011 Gazeta Kartuska

Partnerzy