Strona główna » Wywiady » Społeczeństwo może się upomnieć o władzę, którą nadało

Społeczeństwo może się upomnieć o władzę, którą nadało

Dodano: 2011-06-21, autor: Redakcja Gazety

O gorącej ostatnio sytuacji w gminnej oświacie rozmawiamy z Karolem Ducherem, dyrektorem Zespołu Szkół w Goręczynie, który niedawno złożył rezygnację z pełnienia tego stanowiska.
- Dotąd nie bardzo chciał Pan komentować ani swojej rezygnacji, ani sytuacji w gminnej oświacie. Co wpłynęło na zmianę decyzji?
– Właśnie ten, rozgrywający się na oczach mieszkańców, nauczycieli i mediów, żenujący serial. Jestem daleki od komentowania stanowiska rady rodziców, czy to Gimnazjum, czy Szkoły Podstawowej w Somoninie, ponieważ jako dyrektor Zespołu Szkół w Goręczynie, zajmuję się swoją szkołą, co jest zrozumiałe. Natomiast tak wielkie zamieszanie wokół szkół, a w ostatnim czasie również naszej szkoły w Goręczynie, spowodowało, że muszę zabrać głos. Moim zdaniem, zarówno pan wójt, jak i radni, zachowują się trochę jak dzieci w piaskownicy, które się biją łopatką po łapkach. I może by to było nawet zabawne, gdyby zabawkami w tej piaskownicy nie były dzieci i nasi uczniowie. Uprawianie polityki kosztem dzieci jest zwyczajnie nieetyczne.
– Jednak ostatnio, podczas spotkania z wójtem, radni byli w większości przeciwni przenoszenia podstawówki do gimnazjum.
– Tak, ale za to „zabrali się” za przenoszenie naszego gimnazjum do Somonina. Powiem tak, jestem wdzięczny radnemu Mirosławowi Socha, który negatywnie ustosunkował się do koncepcji przenoszenia dzieci z podstawówki do budynku gimnazjum. To jest od początku do końca zły pomysł, bo jak można rozwalać coś, co tak dobrze prosperuje? Potwierdzam, że byłby to faktycznie sabotaż, jak nazwał to pan Socha. Somonińska podstawówka to szkoła z tradycjami i osiągnięciami, a do tego jest bardzo dobrze zarządzana, co sprawia, że rodzice są zadowoleni, a dzieci czują się bezpiecznie. Wiem coś na ten temat, bo również jestem rodzicem dwójki dzieci uczęszczających do tej szkoły.  Przenoszenie jej byłoby absurdem. Jestem też wdzięczny radnemu Mirosławowi, ponieważ to samo kryterium można zastosować do Gimnazjum w Goręczynie, tzn. że nie należy rozwalać czegoś co tak dobrze prosperuje. Nasza szkoła również ma wielkie osiągnięcia, dorobiła się chlubnej tradycji i wielu zaszczytów, więc skoro zdaniem radnego rozbijanie czegoś bardzo dobrze funkcjonującego jest sabotażem, to dotyczy to również naszej szkoły w Goręczynie.
– W tej kontrowersyjnej sprawie najczęściej, przynajmniej ze strony wójta, padają kwoty i liczby, czyli koncepcja przeniesienia podstawówki do gimnazjum motywowana jest koniecznością oszczędności w oświacie.
– Zgadza się, ale w związku z tym mam pytanie do pana wójta i niektórych radnych, którzy zaczęli z taką intensywnością mieszać w gminnej oświacie, jakiego rodzaju przeliczniki zastosowano, aby sprawdzić, ile kosztuje bezpieczeństwo dzieci i ile kosztuje dobre samopoczucie rodziców. Jeżeli pan wójt przedstawi nam takie przeliczniki i poda konkretną kwotę, to się po prostu jako rodzice zrzucimy i zapłacimy za bezpieczeństwo naszych dzieci i swoje dobre samopoczucie. Wiadomo, że nie wszystko da się uzasadnić ekonomicznie i przeliczyć na pieniądze. Moim zdaniem rozpoczynanie oszczędności w gminie kosztem dzieci, nie jest dobrym prognostykiem na najbliższe lata. Uważam, że najpierw trzeba się nauczyć zarabiać, a potem dopiero oszczędzać, tym bardziej, że możliwości zarobkowania są naprawdę olbrzymie. Jednak niestety, najpierw trzeba ruszyć górną częścią ciała i wymyślić, w jaki sposób zarabiać, a potem ruszyć dolną część ciała i zacząć to robić.
– Mocne słowa.
- Owszem, ale prawdziwe i w tej żenującej sytuacji, która się w gminie ostatnio rozgrywa, konieczne. Wcześniej nie było żadnych problemów z finansowaniem oświaty, choć oczywiście absolutnie nie twierdzę, że szkoły nie powinny oszczędzać, bo powinny, a wręcz muszą, ale nie metodami, które próbuje się stosować. Trzeba oszczędnie gospodarować, ale tak, żeby utrzymać miejsca pracy dla nauczycieli i zabezpieczyć godziny dla dzieci. W chwili obecnej musieliśmy znacznie okroić liczbę zajęć pozalekcyjnych, kółek zainteresowań itd. I chyba nie muszę dodawać, że tego typu oszczędności są krzywdą wyrządzaną bezpośrednio dzieciom. Te zajęcia pomagały im rozwijać swoje kompetencje, wiedzę, talenty i umiejętności, które pomogą im potem dostać się do innych szkół. Oczywiście, są obszary w gospodarowaniu szkołą, gdzie można zaoszczędzić i my to robimy.
– Trochę, przyznam, nie rozumiem, na czym można zaoszczędzić w szkołach, przecież subwencja oświatowa idzie, jak to się mówi, za uczniem i uczeń musi otrzymać to, co mu się należy.
– Jako dyrektorzy otrzymaliśmy takie wytyczne jak np., że doraźne zastępstwa z powodu nieobecności nauczycieli, czy to z powodu choroby, czy dokształcania się, kursów, szkoleń, mają być bezpłatne. Czyli nauczyciel zastępujący nieobecnego z różnych względów kolegę, pracuje za darmo. Wiadomo, że ten nauczyciel musi być, bo dzieci muszą mieć zapewnione bezpieczeństwo, jak również nie można dopuszczać, by ważne przedmioty, jak język polski, matematyka, czy inne, które wchodzą potem w skład egzaminów zewnętrznych, się nie odbyły. Powiem, że dziś oszczędzamy na wszystkim, na prądzie, ogrzewaniu, czy papierze ksero, bo takie były wytyczne. I owszem, udało się zaoszczędzić niemałe kwoty, bo jak słyszałem, pani Wiczling w Somoninie zaoszczędziła 600 tys. zł, a ja 500 tys. zł, co daje ponad milion złotych. Jeszcze niedawno czytałem w prasie, że dziura budżetowa w oświacie wynosi 500 tys. zł, więc czegoś tu nie rozumiem, bo została pokryta tylko z moich oszczędności, więc skąd te kolejne, niezrozumiałe koncepcje? Dużo się mówi o zadłużeniu gminy Somonino, podając różne kwoty, bo inne pan wójt, inne przewodniczący rady gminy, ale wiem, że są gminy o wiele bardziej zadłużone od naszej, a nigdzie nie wprowadza się systemu oszczędzania kosztem oświaty.
– Czy mam rozumieć, że to właśnie ta głośna ostatnio sytuacja w somonińskiej oświacie wpłynęła na Pana decyzję o rezygnacji ze stanowiska?
– Zdecydowanie. Poza tym, nie jestem hipokrytą i nie mam zamiaru ukrywać, że obecny pan wójt, nie był moim kandydatem na wójta. W związku z tym ani on nie miałby stuprocentowego zaufania do mnie, ani ja do niego, a współpraca w takich okolicznościach byłaby mało komfortowa. Nie bez znaczenia też jest sytuacja sprzed kilku lat, która jeszcze by ten komfort współpracy pogorszyła, kiedy to obaj wystąpiliśmy w konkursie na dyrektora i to ja wygrałem. Oczywiście tamta sytuacja była nieporównywalnie inna, bo konkurs rządzi się swoimi prawami, ale na pewno miałaby wpływ na naszą współpracę dziś.
– Tym bardziej, że tamten konkurs również budził kontrowersje i pana kontrkandydat, obecny wójt, nie ukrywał, że ma zastrzeżenia co do jego rzetelności.
– Owszem, ale mam nadzieję, że te obiekcje już minęły, a jeśli nie, to dziś pan Kryszewski jest wójtem i będzie mógł się przekonać jak wyglądają zasady konkursu od drugiej strony i jak mały wpływ na wybór dyrektora ma wójt, a jak wielki przygotowanie merytoryczne i dokumentacyjne kandydata. Poza tym w komisji zasiadają przedstawiciele rady pedagogicznej, rady rodziców, organu prowadzącego i kuratorium. I o wyborze nie decyduje nikt jednoosobowo, tylko tajne głosowanie. Jednak decyzja o rezygnacji była głównie spowodowana tym, że nie zgadzam się z prowadzoną przez gminę polityką oświatową. Podjąłem tę decyzję dla swojego lepszego samopoczucia, jak również samopoczucia pana wójta. Chciałbym na koniec zwrócić się w formie apelu do sprawujących władzę w gminie Somonino. Drodzy Państwo, nie wolno ignorować woli społeczeństwa i skoro społeczność Somonina jest przeciwna przeniesieniu szkoły podstawowej, to należy to uszanować. Jeżeli społeczność Goręczyna nie chce przeniesienia gimnazjum, to również należy to uszanować, a to z prostej przyczyny, że każda władza pochodzi od społeczeństwa i ten kto rządzi, ma służyć temu społeczeństwu, bo ono w każdej chwili może upomnieć się o tę władzę, którą nadało. I to byłoby chyba motto, które chciałbym, żeby rządzący wzięli sobie do serca.
– Wspomniał Pan wcześniej, że zamierza się niejako przekwalifikować i zająć pracą w budowlance.
– Zgadza się, gdy składałem wymówienie, pewien znany przedsiębiorca zaproponował mi pracę w swojej firmie budowlanej. Byłem mu bardzo wdzięczny, ponieważ nie mógłbym zostać bezrobotny, muszę zapewnić byt mojej licznej rodzinie. Jednak w tak zwanym międzyczasie pojawiła się informacja o wakacie na stanowisku dyrektora w jednej ze szkół w powiecie kościerskim. Stanąłem do konkursu i wygrałem go, więc od nowego roku szkolnego będę zarządzał szkołą w innym powiecie.
– Życzę więc powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Lucyna Puzdrowska


 
 
 
„Posłuchaj, co ma do powiedzenia historia”…

… i zwiedzaj muzea i obiekty turystyczne z naszym elektronicznym przewodni...

Kategoria: Inne

 
 
 
Wydawca

Spółka Wydawnicza Remus Sp. z o.o.
pl. Św. Brunona 7
83-300 Kartuzy

Operator

24group.pl - Tworzenie stron internetowych
www.24group.pl
kontakt@24group.pl

Copyright © 2011 Gazeta Kartuska

Partnerzy