Strona główna » Wywiady » Przegrana mnie wzmacnia

Przegrana mnie wzmacnia

Dodano: 2011-07-26, autor: Redakcja Gazety

Znakomity polski lekkoatleta, Marcinem Lewandowskim, jest sportowym patronem tegorocznej edycji kampanii „Zachowaj Trzeźwy Umysł”. Gazeta Kartuska włączyła się w upowszechnianie idei kampanii.
– Jestem uzależniony od sportu. Nawet do sklepu czasami podbiegam, bo zapominam, że mógłbym spokojnie podejść – mówi Marcin Lewandowski, mistrz Europy w biegu na 800 metrów.
– W tym roku został Pan sportowym patronem 11. edycji kampanii,,Zachowaj Trzeźwy Umysł’’. Czy czuje się Pan odpowiedzialny za propagowanie zdrowego stylu życia wśród młodzieży?
– Jestem tylko małym ogniwem w olbrzymim łańcuchu promującym zdrowy i aktywny styl życia. Jako młody człowiek chciałbym w ten sposób przyczynić się do szerzenia kultury fizycznej także wśród moich rówieśników. Sam nic nie zdziałam, ale jeśli pomogę w ten sposób choć jednej osobie, która być może skończy ze złymi nawykami, to już będzie mój sukces.
– Dlaczego zdecydował się Pan wspierać ZTU?
– „Trzeźwy Umysł” ma szczytne cele. To dla mnie wyjątkowe wyróżnienie, a zarazem motywacja, by zachowywać zasady, być prawym, dobrym człowiekiem, postępować właściwie i popełniać jak najmniej błędów. Teraz jeszcze więcej oczu jest zwróconych w moją stronę. Być może jestem czyimś idolem… Nie mogę też przynieść wstydu organizatorom takiej świetnej akcji.
– Czy w Pana życiu autorytety odegrały istotną rolę?
– Zdecydowanie tak. Zawsze chciałem być jak mój idol, naśladować go. Na pewno mi to pomogło, bo dzięki temu stałem się sportowcem. W postępowaniu wzorowałem się na moim starszym barcie – Tomaszu, który został moim trenerem. Sportowo chciałem iść śladami Pawła Czapiewskiego. Teraz także, mimo że jestem starszy i bardzo zbliżyłem się wynikami do Pawła, to jeszcze mi trochę do niego brakuje. Chciałbym biegać tak jak on.
– Czy bycie jednym z najlepszych biegaczy było od początku Pana marzeniem?
– Pamiętam, że kiedyś, gdy mówiłem o swoich sportowych marzeniach, moi rówieśnicy się ze mnie śmiali. Ja jednak nie bałem się marzyć i nic sobie z tego śmiechu nie robiłem. No i stało się, jestem sportowcem, urzeczywistniam kolejne marzenia, a tych, których nie udało się zrealizować nie chowam do kieszeni, ale staram się choć do nich przybliżyć.
– Uprawia Pan dyscyplinę, w której nagradzane są indywidualne sukcesy. Z pewnością są takie osoby, które na co dzień Panu pomagają. Komu zawdzięcza Pan najwięcej?
– Ciężko jest wymienić wszystkich, bo naprawdę wielu ludzi przyczyniło się do moich sukcesów. Osobą, od której wszystko się zaczęło jest mój trener i brat – Tomasz Lewandowski. To on opracowuje cały program treningowy, dobiera starty, dba o całe zaplecze treningowe, marketingowe. To on szukał sponsorów, pisał wnioski, jeździł na negocjacje. Kiedy mam zawody, organizuje dojazd, gdy jadę na obóz, on się o wszystko troszczy. Trener dopracowuje i analizuje moje testy sportowe. To mózg naszego zespołu, a ja jestem narzędziem. Żyjemy w ścisłej symbiozie, ja bez niego, a on beze mnie nie bylibyśmy tu i teraz.
Olbrzymią rolę odgrywa także moja rodzina, dziewczyna, przyjaciele czy asystent trenera od spraw organizacyjnych – Tomasz Jurkowski. Wszyscy oni mnie wspierali, dodawali otuchy, wierzyli we mnie – to naprawdę najważniejsze na początku drogi czy w trudnych chwilach, np. po porażkach, w trakcie kontuzji.
Wiem także, że nie byłbym w stanie realizować treningu, gdyby nie zabezpieczenie finansowe. Pochodzi ono z wielu źródeł: z Ministerstwa Sportu i Turystyki, z Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, od firm Orlen i Powerade. Swego czasu pomógł mi też Franciszek Jarecki z Limanowej. W pierwszym etapie mojej przygody wspierała mnie gmina Police i Zakłady Chemiczne Police.
– Czy osiągnięcie wybitnego wyniku wymaga wielkiego poświęcenia? Pana rozkład dnia wygląda nieco inaczej niż większości z nas…
– Jeśli chce się osiągnąć sukces, trzeba wszystko podporządkować tej jednej sprawie, do której się dąży. A czasami i to nie wystarczy. Często trzeba dać więcej niż to możliwe. Większość roku spędzam na zagranicznych zgrupowaniach. Gdy jestem na miejscu w domu, też nie mam za dużo czasu: uczelnia, treningi i dzień mija. Wolne chwile spędzam z dziewczyną, przyjaciółmi i rodziną. W ciągu roku blisko 300 dni jestem poza domem; na zgrupowaniu, trenuję 2 lub 3 razy dziennie, do tego dochodzi wiele spraw codziennych, o które trzeba stale dbać: odnowa biologiczna, odpowiednia dieta, odżywki, badania krwi i inne medyczne testy, konsultacje, obowiązki wobec sponsorów.
– Sport to dla Pana zabawa czy praca?
– Na pewno wielka przygoda. Poznaję mnóstwo nowych miejsc, kultur, ludzi. Uprawianie sportu to świetna sprawa. Wiem, że gdyby nie sport, nie poznałbym wielu miejsc i wspaniałych ludzi. Bieganie to wciąż najlepsza zabawa. Ale ta zabawa od roku daje mi też pieniądze. Stała się zatem pracą, zależy od niej moja przyszłość… Ważne jest jednak, że nawet gdy będę miał kontuzję lub słabszy sezon, czyli nie będę wygrywał zawodów i zarabiał, bieganie wciąż pozostanie zabawą i ulubionym sposobem na spędzanie czasu.
– Czy jest Pan uzależniony od sportu?
– Myślę, że tak. Nawet do sklepu czasami podbiegam, bo zapominam, że mógłbym spokojnie podejść. I nawet jak kiedyś skończę z profesjonalnym bieganiem, na pewno będę robił coś innego sportowego, aktywnego. W biurze na pewno nie wysiedzę cały dzień.
– Życie sportowca to ciągłe zmaganie się ze swymi słabościami. Jak zachęciłby Pan młodzież do podejmowania wysiłku w imię realizacji zaplanowanych celów?
– Wszystko, czego nauczył mnie sport, wykorzystuję w dorosłym życiu. Nabyte umiejętności pomagają mi funkcjonować poza sportem, w pracy, na uczelni, w domu. Trzeba pamiętać o tym, że nie trenuje się dla trenera czy rodziców, ale dla siebie. Poza tym warto zdać sobie sprawę, że nie każdy musi być mistrzem. Liczy się droga przebyta podczas dążenia do mistrzostwa. Ta droga, uprawianie sportu, to dla mnie największa przygoda, jakiej doświadczyłem. Kiedy się czegoś takiego posmakuje, trudno jest sobie wyobrazić życie bez sportu.
– Jakie cechy powinien mieć młody sportowiec?
– Nie ma na to reguły. Każdy jest inny. Na pewno trzeba mieć to „coś”. Podstawą jest jednak samodyscyplina i umiejętność odmawiania kolegom czy przyjemnościom dnia codziennego i wieku młodzieńczego. A najważniejsza jest chęć i motywacja.
– Czy młodzi ludzie mają w Polsce warunki, by spełniać swoje sportowe marzenia?
– Zdecydowanie tak. W Polsce są dobre warunki do uprawiania sportu. Ale jest inny problem: era internetu, komputerów. Sportowi trzeba naprawdę się poświecić, czasem nawet cierpieć. Wiele razy pada się na ziemię, rezygnuje z przyjemności na rzecz treningu itd. Niestety, pewnie dlatego wielu młodych ludzi idzie na łatwiznę i woli grać na komputerze, zamiast się męczyć i narażać na porażki.
– Życie sportowca składa się ze zwycięstw, ale także z goryczy porażki. Jak sobie Pan z tym radzi?
– Przegrane w sporcie są równie ważne jak wygrane. Każda porażka to najlepsza lekcja pokory. Po przegranej następuje czas na analizę, korektę, optymalizację, więc tak naprawdę podnosi się jakość treningu, bądź opanowuje nowe umiejętności rozgrywania zawodów. Każda przegrana motywuje do jeszcze większej pracy, większego wysiłku. Dla mnie przegrana jest bardzo ważną sprawą i staram się z niej wyciągnąć wnioski na przyszłość. Przegrana mnie wzmacnia. W ten sposób przepracowaną klęskę można uznać za zwycięstwo.
– Słyszymy nieraz o sportowcach sięgających po środki dopingujące, to ciemna strona sportu. Na ile ważne są zasady fair play dla współczesnych sportowców?
– Coraz częściej dochodzi to tego, że sportowcy sięgają po niedozwolone środki. Dla niektórych nie liczy się czysta walka ze swoimi słabościami, dążenie do pokonywania barier. Nie liczy się współzawodnictwo, lecz pogoń za pieniędzmi. To już nie jest sport, to oszustwo, brak szacunku do innych zawodników. To także w pewnym sensie kradzież i na pewno przestępstwo. Sportowcy czysto walczący szanują się właśnie ze względu na rywalizację mistrzów z tymi najsłabszymi. Każdy sportowiec przecież zostawia tyle samo potu na treningach, każdy musi poświęcić życie osobiste.
– Sport jako antidotum na zagrożenia związane z uzależnieniami, czy to się sprawdza?
– Zdecydowanie. Sport wciąga i jak się go posmakuje, to można się mocno zaangażować. Nieważna jest motywacja, a te bywają różne: chęć bycia zdrowszym czy chudszym; chęć zaimponowania dziewczynie lub zostania mistrzem świata czy mistrzem gminy. Ważny jest trening i poświęcony sportowi czas. Zamiast łazić po ciemnych ulicach, wybijać szyby, kraść, ćpać itd. jest się na treningu. Zamiast w weekendy próbować różnych świństw, jedzie się na zawody, poznaje ludzi, nowe miejsca. A w czasie wakacji gdy jest dużo wolnego czasu, zamiast wymyślania głupot, wyjeżdża się na zgrupowanie. Mnie w ten sposób udało się uniknąć presji środowiska, kłopotów z prawem, teraz nie mam żadnych pokus i problemów.

Rozmawiał Andrzej Linka[/color]</p>
MARCIN LEWANDOWSKI – patron sportowy ogólnopolskiej kampanii edukacyjno-profilaktycznej. Światowej sławy lekkoatleta. Odniósł bardzo wiele sukcesów. Dotychczas najbardziej spektakularnym z nich jest tytuł Mistrza Europy w biegu na 800 metrów zdobyty w 2010 roku w Barcelonie. Marcin Lewandowski, uzyskując czas 1.47,17, stał się pierwszym Polakiem, który otrzymał złoty medal w tej kategorii. W tym roku zdobył w Paryżu srebrny medal Halowych Mistrzostw Europy.
Więcej informacji na temat Marcina Lewandowskiego, jego osiągnięć, aktualnych przedsięwzięć, oraz planów na przyszłość, znaleźć można na stronie internetowej http://marcin-lewandowski.pl


 
 
 
„Posłuchaj, co ma do powiedzenia historia”…

… i zwiedzaj muzea i obiekty turystyczne z naszym elektronicznym przewodni...

Kategoria: Inne

 
 
 
Wydawca

Spółka Wydawnicza Remus Sp. z o.o.
pl. Św. Brunona 7
83-300 Kartuzy

Operator

24group.pl - Tworzenie stron internetowych
www.24group.pl
kontakt@24group.pl

Copyright © 2011 Gazeta Kartuska

Partnerzy