Strona główna » Wywiady » Nowa kadencja – nowe zadania i wyzwania

Nowa kadencja – nowe zadania i wyzwania

Dodano: 2012-02-03, autor: L.P.

Minęły właśnie trzy miesiące od Wyborów Parlamentarnych 2011. Sejm pracuje na najwyższych obrotach, a posłowie mierzą się z nowymi wyzwaniami. O wyzwaniach na tę kadencję rozmawialiśmy z jedynym przedstawicielem w Sejmie powiatu kartuskiego, posłem Stanisławem Lamczykiem.

– Pierwsza informacja jaka do nas dotarła po pierwszym posiedzeniu Sejmu była taka że pracuje Pan w Komisji Infrastruktury, a więc praca wygląda podobnie jak w poprzedniej kadencji?
– Niezupełnie, ponieważ nie ma już Komisji Infrastruktury. Teraz nazywa się to Komisja Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, a więc tak samo jak nazwa ministerstwa, w którym ministrem jest Sławomir Nowak, a poszczególnymi działami, jak transport, budownictwo, czy gospodarska morska, zajmują się sekretarze stanu, czyli wiceministrowie. Są też podsekretarze stanu, którzy zajmują się poddziałami, takimi jak np. kolej, drogi, budownictwo mieszkaniowe, itd. A skoro zmieniła się nazwa ministerstwa, to i nazwa komisji sejmowej musiała ulec zmianie. Wracając do meritum, dla nas, jako Pomorzan, istotne jest to, że całą tą ogromną gałęzią gospodarki kieruje Sławomir Nowak, człowiek stąd, któremu nie trzeba tłumaczyć, wyjaśniać spraw związanych z naszym regionem, wystarczy rzucić hasło, a on już wie o co chodzi. On oczywiście zajmuje się teraz całym krajem, ale nie oszukujmy się, że bliższa ciału koszula i zawsze sprawy naszego regionu będą mu bliższe, ponieważ zna je niejako z autopsji, a nie tylko z opowiadań. Zmierzam ku temu, że łatwiej pracować posłowi z Pomorza z ministrem z Pomorza i mam nadzieję, że to zaprocentuje w tej kadencji. Cieszę się, że mogę pracować właśnie w tej komisji.
– To, jeśli chodzi o pracę w Warszawie, a jak to będzie wyglądać w terenie?
– Tu też jest trochę zmian. Powiem tak. Jak tylko zostałem wybrany do Sejmu VII kadencji, zrobiłem sobie taki plan pracy na najbliższe cztery lata. Poza ważnymi tematami, dotyczącymi realizacji inwestycji na Pomorzu, które ciągle trzeba pilotować i monitorować, postawiłem też na reorganizację pracy moich biur poselskich. Oczywiście główne biuro, podstawowe, czynne przez cały tydzień, w dalszym ciągu pozostaje w Kartuzach. Poza tym jest biuro w Chojnicach, w Brusach, Kościerzynie i okazuje się, że na prośbę prezydenta Szczurka, będzie też w Gdyni. W tych miastach raz w tygodniu będzie można kierować swoje sprawy do mnie. Poprzednia kadencja uświadomiła mi, że ludzie w terenie liczą na bezpośredni kontakt z posłem i czasem trzeba być trochę jak ksiądz, usiąść, wysłuchać, ewentualnie doradzić, a nie tylko przyjmować wyborców w Kartuzach, a z pozostałymi mieć kontakt na odległość, albo widywać się z daleka, np. podczas uroczystości.
– Nowością na pewno jest biuro w Gdyni. Też będzie czynne raz w tygodniu?
– Biuro w Gdyni będzie miało trochę inną specyfikę, bo trafia tam wiele spraw związanych z lokalną przedsiębiorczością, a więc zajmować się tym musi człowiek obeznany z tym tematem. Taką zaufaną osobę znalazłem, będzie moim asystentem i w tym biurze pracować będziemy głównie nad sprawami związanymi z nową ustawą dotyczącą prawa budowlanego. Prawdopodobnie zostanę w Sejmie szefem Podkomisji Budowlanej, a tym samym będę prowadzić wszystkie sprawy związane z uproszczonym prawem budowlanym, czyli kodeksem budowlanym, na który przedsiębiorcy niecierpliwie już czekają. Stąd będę w stałym kontakcie z panem Krzysztofem Nowakiem, naszym powiatowym inspektorem nadzoru budowlanego, a także inspektorami w Chojnicach, Kościerzynie itd. Ta ścisła współpraca jest konieczna, jeśli mają to być przepisy uproszczone, takie dla ludzi i żeby wyeliminować wszelkie anomalia, których w dotychczasowym prawie budowlanym, niestety, było aż nazbyt dużo.
– Jak będzie wyglądała w praktyce współpraca biur terenowych z biurem w Kartuzach?
– Wszystkie materiały będą trafiały do biura w Kartuzach. Tu będę się z nimi zapoznawał, podpisywał, konsultował z prawnikami, czy właśnie inspektorami nadzoru budowlanego. Dziś, w dobie poczty elektronicznej, powinno to odbywać się sprawnie i szybko. Wiadomo, nie wszędzie, zawsze mogę być, stąd taka komunikacja z biurami w terenie usprawni pracę i kontakt z wyborcą. Natomiast raz na dwa tygodnie będę się starał wypracować czas na bezpośredni kontakt z mieszkańcami danego rejonu. Mam zaufanie do mojego dyrektora kartuskiego biura, wiem, że sobie świetnie poradzi z koordynacją pracy biur w terenie z biurem w Kartuzach. Biurami w terenie kierować będą asystenci społeczni, a dzielić je będę z senatorem Romanem Zaborowskim i w Gdyni z senatorem Edmundem Wittbrodtem.
– Czyli generalnie, zdecydowanie więcej pracy w tej kadencji?
– Owszem, ale jestem dobrej myśli, że z pozytywnym efektem. W tej kadencji obserwuję też inne zmiany. Na przykład coraz częściej jestem zapraszany przez władze samorządowe z rejonu Słupska, Miastka itp. Sprawa Kolei Metropolitalnej, całej batalii, jaką stoczyłem, żeby mogła powstać, stały się głośne. Samorządy zapraszają, bo jak mówią, widzą efekty mojej pracy, widzą, że jestem skuteczny. To nie jest łatwy rejon, samorządy mają tam dużo problemów, zwłaszcza z ogromnym bezrobociem. Porównując z naszym powiatem, to proszę mi wierzyć, żyjemy jak w raju. Ludzie z Miastka na przykład marzą o połączeniu kolejowym ze Słupskiem, co pozwoliłoby im dojechać do tej aglomeracji i podjąć pracę.
– Jest na to szansa? Przecież dopiero zaczyna się budowa Kolei Metropolitalnej, czyli realizacja bardzo kosztownego przedsięwzięcia.
– Tak, ale szanse na dalszą rewitalizację połączeń kolejowych w Polsce nadal są ogromne, tym bardziej, że kilka dni temu Komisja Europejska nie wyraziła zgody na przesunięcie kwoty 1,2 mld euro z kolei na drogi. Przypuszczaliśmy, że taka właśnie zapadnie decyzja, ponieważ już strategia lizbońska zapowiadała, że priorytetem w Europie jest kolej. Ten ponad miliard euro na kolej pozostaje, a teraz trzeba zrobić wszystko, żeby jak najwięcej z tej kwoty poszło na połączenia kolejowe na Pomorzu. Zakładamy, żeby te pieniądze poszły nie tylko na rewitalizacje starych połączeń kolejowych, ale też polepszenie parametrów prędkości, jak również zabezpieczenie przejazdów kolejowych, żeby ludzie podróżując, czuli się bezpiecznie. Ponadto pozostaje do rozwiązania połączenie Słupsk – Gdynia, czyli ta tzw. skm-ka. Przyznam, że też nie zdawałem sobie sprawy z problemu, jaki tam występuje, a mianowicie, że jest tam tzw. wąskie gardło, czyli na odcinku około 90 km, jak jest mijanka, to jeden z pociągów musi zjeżdżać i czekać na wolne tory. Ponieważ cały trakt Gdynia – Słupsk – Szczecin zaliczono do sieci połączeń międzynarodowych, z tej nowej transzy pieniędzy chcemy zrobić dokumentację na dobudowanie na tym wspomnianym odcinku drugiego toru. To umożliwi tym ludziom podróżowanie w cywilizowany sposób, w tym zwłaszcza osobom udającym się do Trójmiasta za pracą. Zdaję sobie sprawę, że Polak lubi narzekać, ale u nas naprawdę nie jest źle, Trójmiasto i okoliczne powiaty są postrzegane w kraju jako jedne z najbogatszych. W tej chwili otwiera się na pracowników Stocznia Gdynia, gdzie czeka około 5000 miejsc pracy, ale dopóki ludzie spod Miastka nie będą mieli dojazdu, podjęcie przez nich pracy np. w stoczni, jest niemożliwe. Tym bardziej, że przedsiębiorcy coraz rzadziej inwestują
w hotele pracownicze. Żeby mieć pracę, pracownik musi być miejscowy, albo mieć zapewniony dojazd. Teraz jest szansa, żeby tym ludziom ten dojazd umożliwić. Dużo o tym mówię, ale pytała pani o wyzwania na nową kadencję, a to jest właśnie jedno z nich. Bardzo się zaangażowałem, żeby pomóc tym ludziom i w zasadzie te pierwsze miesiące kadencji spędziłem kursując pomiędzy Warszawą, Słupskiem, a Miastkiem.
– Komisja, w której Pan pracuje zajmuję się sprawami związanymi z gospodarką kraju, bo przecież bez infrastruktury drogowej, kolejowej, transportu, budowlanki, nie ma gospodarki. Dobrze się Pan czuje w tych tematach?
– Bardzo dobrze, a jeszcze lepiej dlatego, że jestem stąd. Powiat kartuski jest bardzo dobrze zarządzany przez nasze samorządy powiatowy i gminne, ale te wysokie wskaźniki napędza też bliskość aglomeracji trójmiejskiej. Według najnowszych danych Pomorskie pod względem gospodarności zajmuje drugie miejsce w Polsce. Przeskoczyliśmy województwo wielkopolskie, śląskie i jesteśmy za mazowieckim, ale to stolica i tu trudno byłoby je przebić. Cała ta ocena wystawiana była w 26 kategoriach, z czego
w ośmiu jesteśmy na pierwszym miejscu, w niektórych na drugim, w innych powyżej średniej krajowej. To bardzo dobrze rokuje i udowadnia, że Pomorskie idzie w dobrym kierunku i jest bardzo dobrze zarządzane. Przyszłość też wygląda dobrze, bo w fazie przygotowań, bądź już realizacji są takie inwestycje jak wspomniana Kolej Metropolitalna, obwodnice dróg, autostrada, czy wielkie inwestycje, dofinansowane z Unii Europejskiej w Porcie Gdynia. Te ostatnie pozwolą nam stać się pierwszym portem na Bałtyku pod względem ilości kontenerów, w tej chwili zajmujemy miejsce drugie. Jeśli jeszcze usprawnimy połączenia kolejowe, to pozycji lidera na Bałtyku nikt nam nie odbierze. Ja naprawdę jestem optymistą
i może ktoś powie złośliwie, niepoprawnym, to jednak fakty, liczby, wskaźniki nie kłamią. Gospodarka w naszym kraju pnie się w górę.
– Chce Pan powiedzieć, że „Cud Tuska”, to nie tylko złośliwie powtarzane określenie wszelkich anomalii w gospodarce?
– Oczywiście, że nie. Muszę pani powiedzieć, że my w Sejmie, „cudem rządu”, czy właśnie „cudem Tuska” określamy to, że w 2011 roku, mimo kryzysu gospodarczego na całym świecie, w Polsce powstały inwestycje zagraniczne za, uwaga… około 12 miliardów euro. Tego nie było nigdy w przeszłości. Dało to tylko, na razie, dodatkowych 11 tys. miejsc pracy. To wszystko razem dowodzi, że piar zielonej wyspy zadziałał i inwestorzy z zagranicznym kapitałem zaczęli napływać, zostawiając u nas pieniądze i tworząc miejsca pracy dla naszych rodaków. Sceptycy mogą dowcipkować ile chcą, ale liczby nie kłamią. Powiedziałbym, że niektórych kłują w oczy.
– A co z przemysłem krajowym?
– Pomimo że nie mamy np. własnej marki samochodu, to pod względem produkcji jesteśmy potentatem na rynku europejskim, zajmujemy w tej chwili drugie, po Słowacji, miejsce w Europie. Niewiele osób też zdaje sobie sprawę, że w produkcji mebli zajmujemy trzecie miejsce na świecie. To wszystko świadczy o tym, że coś się dzieje, zmienia na lepsze i właśnie to sprawia, że chce mi się pracować, bo na pozytywne efekty nie trzeba długo czekać.
– Widzę, że w tej nowej kadencji patrzy Pan już nie tylko na nasz powiat, ale powiedziałabym, bardziej globalnie.
– To prawda, zresztą taka jest rola posła, ale mój region, powiat, zawsze będę traktować priorytetowo, choć pewnie nie powinno tak być, ale cóż, człowiek jest tylko człowiekiem. U nas nie ma już takich problemów, że całe wsie pozostają bez pracy, stąd moje zaangażowanie na rzecz popegeerowskich terenów pod Miastkiem. U nas, np. w rejonie kościerskim są firmy, które zaczęły zwalniać ludzi, bo grozi im upadłość. Jedna z takich firm zatrudniała dużo ludzi, które teraz mogą zostać bez pracy. Staram się im pomóc poprzez ściągnięcie inwestora, który kupiłby od syndyka tę firmę. Prowadzę w tej chwili dość trudne rozmowy m.in. z Agencją Rozwoju Przemysłu, czy premierem Waldemarem Pawlakiem, na temat ewentualnego finansowania i rozwikłania tej sytuacji. To nieporozumienie, żeby ludzie z Chojnic, czy Kościerzyny wożeni byli do Trójmiasta, do stoczni, kiedy można sprawić, że miejsca pracy będą mieli na miejscu.

Minęły właśnie trzy miesiące od Wyborów Parlamentarnych 2011. Sejm pracuje na najwyższych obrotach, a posłowie mierzą się z nowymi wyzwaniami. O wyzwaniach na tę kadencję rozmawialiśmy z jedynym przedstawicielem powiatu kartuskiego w Sejmie, posłem Stanisławem Lamczykiem.
W ubiegłym tygodniu S. Lamczyk opowiedział o zmianach, a także nowościach z którymi w nowej kadencji się mierzy. Dziś publikujemy drugą część naszej rozmowy.

– Proszę mi wierzyć, że tak wielkie audytorium, jakie mamy w Sejmie, tym bardziej mając świadomość, że wypowiedzi posłów transmitują, bądź, relacjonują stacje telewizyjne, nie ułatwiają tego, by wejść na mównicę i powiedzieć, co się ma do powiedzenia. Tym bardziej, że zawsze wyznawałem zasadę, że jak coś robię, to muszę to zrobić dobrze, skutecznie, a nie dla poklasku. Teraz, po tych kilku latach, czuję się w Sejmie pewniej, już mnie nie peszą kamery, choć gafy zdarzają się każdemu – mówi S. Lamczyk. – W poprzedniej kadencji kilkakrotnie stawałem na mównicy, którą państwo widzicie na swoich ekranach, ale przede wszystkim wystosowałem sporo interpelacji i zapytań, które doczekały się nie tylko merytorycznych odpowiedzi, ale i w wielu przypadkach, rozwiązań.
– W nowej kadencji też już Pan złożył jakieś interpelacje?
– Wszystkie moje interpelacje, wnioski, zapytania, które zgłaszam, dostępne są na mojej stronie internetowej: www.lamczyk.pl. Proszę naprawdę tam zaglądać, tym bardziej, że nasze kartuskie biuro aktualizuje je na bieżąco. Ostatnio zgłosiłem interpelację odnośnie przemysłu drzewnego, bo tak się porobiło, że nasi przedsiębiorcy mają problem z pozyskaniem surowca, czyli drewna. Moje interpelacje i zapytania w dużej mierze powstają w efekcie spotkań z wyborcami, którzy przychodzą do biura i opowiadają mi, z jakimi przepisami prawnymi, często nieadekwatnymi zapisami ustaw, muszą się mierzyć. Proszę wziąć pod uwagę, że jesteśmy potęgą w drewnie, a przedsiębiorcy muszą jeździć po ten surowiec na Ukrainę, czy Białoruś. To jest chore, nie powinno tak być. Przetargi dziś odbywają się przez internet, a szef jednej z firm powiedział mi, że owszem, wygrał taki przetarg, ale co z tego, jeśli tylko na pół roku. Ten człowiek, zatrudniając ponad 400 osób, nie może poczynić dalszych planów inwestycyjnych, nie może zrobić nic, bo termin w przetargu go ogranicza. I co robi? Jeździ po drewno do Białegostoku, bo to dla niego korzystniejsze, tańsze, niż walka o przetargi na miejscowym rynku. To są anomalia, których nie powinno być, bo dlaczego przedsiębiorca ma tracić paliwo, dzień, bądź dni pracy, żeby pojechać tyle kilometrów tylko po to, żeby zyskać surowiec do dalszej pracy.
– Wracając na nasze podwórko, co dalej z kartuską obwodnicą?
– Akurat tu jestem dobrej myśli. Tym bardziej teraz, kiedy zmieniły się władze Zarządu Dróg Wojewódzkich i to na korzyść dla nas. Szefem został mieszkaniec Kartuz, pan Stachowiak. To młody, energiczny i ambitny człowiek, z masą pomysłów. Teraz, bardziej niż wcześniej mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że nic nie zagraża obwodnicy Kartuz. Na pewno powstanie. Jeśli chodzi o dokumentację, to prawdopodobnie będzie od razu wykonywana na całość inwestycji, a nie jak wcześniej planowano, tylko na część. Już lada dzień poznamy szczegóły.
– Najważniejsze tematy mamy za sobą, to teraz może poplotkujmy troszkę. Zauważyłam na ekranie, że w ławie sejmowej ma Pan Poseł doborowe i powiedziałabym, dość egzotyczne, jak na polskie realia towarzystwo...?
– Ma pani na myśli Johna Godsona? To prawda, ze względu na kolor skóry dość odstaje od pozostałych posłów, ale nie jest już osamotniony, ponieważ w tej kadencji mamy dwóch czarnoskórych posłów. Drugi to Killion Munyama, który uzyskał mandat poselski, startując w okręgu obejmującym powiaty północnej i zachodniej Wielkopolski. Jest nauczycielem akademickim. Zarówno John, jak i Killion startowali z PO.
– Sam Pan wybrał miejsce obok posła Godsona, czy takie wam po prostu przydzielono?
– Z tym wyborem miejsc wiąże się cała zabawna historia. Już tak jest, że po zakończeniu kadencji nie odkręcam swojej tabliczki. Tym razem przysłali mi ją, ładnie zapakowaną, do domu. Z tą różnicą, że była to stara tabliczka, z piątej, a nie szóstej kadencji. Myślę sobie, ok., może to nawet dobra wróżba? Tak też się stało. Jednak wchodząc na salę sejmową, szukam swojego miejsca, a tu nic, nie ma. Pytam, a tu mnie kierują na moje stare miejsce. Patrzę obok, a tu John Godson. Poczułem się przyznam trochę nieswojo, bo dotąd bliżej go nie znałem, bardziej ze słyszenia, niż osobistych kontaktów. Nie wiedziałem o czym będziemy w przerwach rozmawiać, czy się dogadamy itp. W każdym razie okazało się, że to miejsca tymczasowe i można je zmienić. Przewodniczący Klubu PO zaproponował, żebym usiadł z przodu, koło Julii Pitery i tak też zrobiłem. Całkiem dobrze się tam siedziało, aż tu nagle się oglądam, a za mną jeszcze bardziej „egzotyczne” towarzystwo, niż wcześniej. Za plecami usiedli mi pani Grodzka, pierwsza transseksualna posłanka i pan poseł Biedroń, oficjalnie przyznający się do swojej homoseksualności. Takie towarzystwo tym bardziej mi nie odpowiadało, bo tu już w ogóle byłoby trudno o wspólne tematy...
– I co Pan zrobił, postanowił nie oglądać się za siebie i nie wtrącać do rozmów?
– Nie, w te pędy wróciłem na poprzednie miejsce, do czarnoskórego Johna. To była bardzo dobra decyzja, bo moje obawy okazały się całkowicie bezpodstawne. John jest jednym z najsympatyczniejszych ludzi, jakich znam. Jest nie tylko inteligentnym, ale też bardzo zabawnym rozmówcą. Jest przy tym bardzo religijny, przeżywa też to, co dzieje się z katolikami w jego rodzinnej Nigerii. Ma żonę Polkę i czworo dzieci, z których jest bardzo dumny. Chwali się nimi i co rusz mówi: „Stanislaw, zobacz, mam nowe zdjęcie moich maluchów”. Mówi dobrze, choć nie idealnie po polsku. Jak się z niego śmieję, to każe mi przejść na angielski, a wtedy jest dokładnie odwrotnie, to on śmieje się z moich niedociągnięć w tym języku. Dla własnego bezpieczeństwa więc wolę jego polszczyzny nie komentować. John bardzo jest ciekaw Kaszub, bo wiele o naszym regionie słyszał. Mam więc nadzieję, że u nas zawita.
– Zmieniła się też całkowicie główna reprezentacja Sejmu, a zwłaszcza stanowisko marszałka budziło wiele kontrowersji. Ewa Kopacz zastąpiła Grzegorza Schetynę, ale jeszcze więcej spekulacji wywołało całkowite odsunięcie Schetyny od wszystkich stanowisk w Sejmie i w rządzie.
– To delikatna sprawa. Donald Tusk po wyborach całkowicie zmienił swoje otoczenie. Na pewno miał swoje powody. To już wytrawny polityk, który zdaje sobie sprawę, że otaczanie się przez dłuższy, niż tego wymaga konieczność, czas, tymi samymi ludźmi, prowadzi do podejrzeń i spekulacji. Postawił więc po wyborach na nową ekipę, świeżą, uczciwą, o bardziej konserwatywnych poglądach.
– Poprzednia była nieuczciwa?
– Tego nie powiedziałem, ale jeśli ktoś jest na stanowisku zbyt długo i to w najbliższym otoczeniu szefa rządu, to takie sytuacje prędzej czy później wywołują rozmaite spekulacje. Donald Tusk chciał tego uniknąć, stąd zmiany, które na pewno poprawiają wizerunek Platformy, a nie psują.
– Szefem Sejmu została Ewa Kopacz, która zdaniem ogromnej większości dobrze wywiązywała się z obowiązków ministra zdrowia. Ta zmiana, dla pani Kopacz na pewno awans, też były pana zdaniem konieczne?
– Ewa Kopacz miała jako minister zdrowia najtrudniejszą chyba kadencję z wszystkich dotychczasowych szefów resortu zdrowia. Proszę pamiętać, że to ona była jedną z głównych osób zaangażowanych w Katastrofę Smoleńską, a raczej w to, co działo się potem. Nikomu nie dane było tak bliskie, fizyczne wręcz obcowanie z tym dramatem, bo nie tylko przecież z rodzinami ofiar, co przede wszystkim z samymi ofiarami. Osobiście trudno mi sobie wyobrazić dramat, koszmar, który przeżywała stając nad ciałami, czy... fragmentami ciał swoich przecież bliskich znajomych, często przyjaciół, a do tego czołowych polityków. Po katastrofie część ludzi rozumiała, pocieszała, wspierała, a część krytykowała i szkalowała tę kobietę, nawet za to, że mówiąc o zidentyfikowaniu ciała Pierwszej Damy, pani Marii Kaczyńskiej, nie umiała powstrzymać łez podczas relacji na wizji. Ewa jest ciepłą, wspaniałą dziewczyną, bardzo rodzinną, a jednocześnie twardą. Nie umiem nawet sobie wyobrazić, co przyszło jej w Moskwie oglądać i co przeżywać, skoro nie umiała, a może zwyczajnie nie chciała, powstrzymać emocji. Pewne jest, że była zmęczona i dobita psychicznie po tych przeżyciach. Krótko potem zaczęły się trudne negocjacje z firmami farmaceutycznymi i przygotowywanie ustawy, która dziś budzi takie kontrowersje. Wydaje mi się, że Ewa Kopacz była wyraźnie zmęczona, a że jest doskonałym politykiem, premier uznał, że znakomicie się sprawdzi jako marszałek sejmu.
– Wokół refundacji leków rozgorzała w kraju istna wojna,
i to nie tylko medialna. Nie mogło zostać tak jak było?
– Zdecydowanie nie. Nie mogło być dłużej tak, że lekarz przypisuje lek zagranicznej firmy, lek drogi, na który nas nie stać, podczas gdy w aptece jest polski odpowiednik, o takiej samej zawartości, ale znacznie tańszy. Niektórzy pacjenci pytali o polskie odpowiedniki, ale znaczna większość wykupywała to, co lekarz zalecił. Umowy pomiędzy firmami farmaceutycznymi, a lekarzami, czy aptekarzami w wielu przypadkach prowadziły do sytuacji, które nie powinny mieć miejsca. Rodziły się układy, które prowadziły do tego, że wiele znakomitych polskich leków kurzyło się na półkach, bądź wcale nie były zamawiane, bo lekarze ich nie przypisywali. Platforma właśnie takie chore układy chciała poprzez tę ustawę zlikwidować. Występowały też inne anomalia, np. niektórzy lekarze wyjeżdżali sobie na wczasy do egzotycznych krajów na koszt firm farmaceutycznych itd. Leki w Polsce były najdroższe w Europie i to się musiało zmienić. Zgadzam się, że ta ustawa nie jest idealna, że powinna być dopracowana np. w kwestii egzekwowania dowodu ubezpieczenia. Należy to zdecydowanie uprościć, ale będę się upierał przy tym, że była konieczna.
– Panie Pośle, dziękuję serdecznie za tę długą rozmowę.

Rozmawiała Lucyna Puzdrowska


 
 
 
„Posłuchaj, co ma do powiedzenia historia”…

… i zwiedzaj muzea i obiekty turystyczne z naszym elektronicznym przewodni...

Kategoria: Inne

 
 
 
Wydawca

Spółka Wydawnicza Remus Sp. z o.o.
pl. Św. Brunona 7
83-300 Kartuzy

Operator

24group.pl - Tworzenie stron internetowych
www.24group.pl
kontakt@24group.pl

Copyright © 2011 Gazeta Kartuska

Partnerzy