 |
|
 |
 |
 |
 |
| |
|
|
 |
Z posłem Stanisławem Lamczykiem rozmawialiśmy o minionych
wyborach, m.in. poplotkowaliśmy też o samym prezydencie elekcie. Nie zabrakło
również tematów związanych z naszym lokalnym światkiem.
|
|
– No i mamy prezydenta, wygrał człowiek Platformy...
– Mamy,
i to takiego, który będzie łączył, a nie dzielił. To bardzo ważne, zwłaszcza w
tym okresie, kiedy dużo ustaw reformujących naszą gospodarkę w wielu
dziedzinach jest przygotowanych i będą głosowane w parlamencie. Pan prezydent
Komorowski jest właśnie taką osobą.
– Jak Pan ocenia wynik wyborów w naszym powiecie?
– Najważniejsze, że zwyciężył Bronisław Komorowski i co istotne, uzyskał o
wiele lepszy wynik niż człowiek PO 5 lat temu. Wtedy Donald Tusk przegrał w
Kartuskiem sromotnie, uzyskując o wiele niższy wynik niż śp. Lech Kaczyński.
Teraz, przy tak wysokiej frekwencji i o wiele większej liczbie ludności
zamieszkującej nasze tereny, B. Komorowski wygrał, więc jest to na pewno
sukces, pomimo iż na terenach wiejskich elektorat PIS-u nadal jest bardzo silny
i w tych gminach przewaga była po stronie Jarosława Kaczyńskiego.
– Wiele osób jest zdania, że nowy prezydent będzie „marionetką” premiera, że
nie będzie miał własnego zdania.
– Kto zna choć trochę pana Komorowskiego wie, że to mylne przypuszczenie i
nieuzasadnione obawy. Osobiście znam byłego marszałka od pięciu lat, mogę się
pokusić o nieskromne stwierdzenie, że dość dobrze. To wspaniały człowiek. Jako
marszałek nigdy nie odmówił, gdy np. przyjeżdżała z naszego powiatu wycieczka i
mimo licznych obowiązków, służył swoją osobą. Z tego co słyszałem, w
poprzednich kadencjach marszałek rzadko bywał w takich sytuacjach dostępny i do
tego tak otwarty dla Kaszubów jak marszałek Komorowski. Co istotne, znając tego
człowieka, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że na pewno ma swoje
zdanie i jako prezydent niczyją marionetką nie będzie na pewno. Nie tylko ma
własne zdanie, ale jest to zawsze zdanie przemyślane i wyważone. Jestem
przekonany, że każda jego decyzja też będzie wyważona, żeby zadowolić nie
premiera Tuska, ale większość. Tak postępował jako marszałek i to się na pewno
nie zmieni. Czasem trzeba czasu, by przyznać, że to jednak jego decyzja była
słuszna. Tak było chociażby z powołaniem Marka Belki na prezesa Narodowego
Banku Polskiego. Dotąd się nie zdarzyło, żeby obsadzić jedno z najważniejszych
stanowisk w państwie, kimś spoza koalicji rządzącej, czy z kręgu prezydenta. I
proszę pamiętać, że ta decyzja zapadła przed wyborami, kiedy nikt nie znał sytuacji
i nie wiedział, czy będzie dogrywka i czyje głosy mogą pomóc. Była to
autonomiczna decyzja marszałka, pełniącego po katastrofie smoleńskiej funkcję
głowy pastwa.
– Jaki był cel tej decyzji, która wywołała niemało kontrowersji?
– Na pewno chęć wzmocnienia Narodowego Banku, ale też oczyszczenia sceny
politycznej. Pokazał, że kompetencje danej osoby są ważniejsze od
przynależności partyjnej. Dotąd decydowało to drugie, kompetencje były na
drugim planie. Należy tylko szanować byłego marszałka za tak odważną decyzję.
– Kolejna decyzja, jeszcze bardziej kontrowersyjna, to wybór do KRRiT
Krzysztofa Lufta i Jana Dworaka...
– Co świadczy o tym, co już powiedziałem. Prezydent nie będzie na pewno na
niczyich usługach, ale będzie miał własne zdanie. Jak wiadomo, sprzeciwił się
premierowi Tuskowi, obsadzając te dwie osoby w krajowej radzie. Taka była jego
suwerenna decyzja i nie poddał się sprzeciwom. Proszę pamiętać, że obu panów
doskonale zna, a K. Luft był jego doradcą w Kancelarii Sejmu. Jestem
przekonany, że na pewno ten wybór przemyślał, biorąc pod uwagę kompetencje tych
ludzi, a czas pokaże, czy miał rację.
– Może Pan coś więcej powiedzieć, jakim człowiekiem prywatnie jest nasz
przyszły prezydent?
– Co mi się od razu narzuca, to że jest bardzo otwartą i serdeczną osobą.
Charakterystyczne dla niego jest to, że często brak mu asertywności i chce
wszystkim pomóc. Jednocześnie ma własne zdanie, którego umie bronić. Było to
szczególnie widoczne, gdy nie był jeszcze marszałkiem, a wiceprzewodniczącym
Klubu. Bywał stanowczy, głosował zgodnie z sumieniem, często wbrew opinii
Klubu. Tak było też przy głosowaniu za aborcją, kiedy był już marszałkiem. B.
Komorowski bez zastanowienia zagłosował przeciw i wcale się z tym nie krył.
Potem śmiał się, że jakby to było, on, ojciec pięciorga dzieci chce w kraju
aborcji? Powtarzał: „Mam tyle dzieci i wiem, że można ich wychować, jeśli się
chce. A zresztą przed godziną był u mnie arcybiskup Nycz. Sprawiłbym mu
przykrość, głosując wbrew własnym przekonaniom, które ks. arcybiskup doskonale
zna”. W kwestiach moralnych, gdy trzeba było głosować, zawsze kierował się
własnym zdaniem, nigdy umową klubową. To naprawdę serdeczny, bardzo otwarty
człowiek. Żałuję niezmiernie, że wzorem Chojnic, nie udało się zorganizować
spotkania przedwyborczego w Kartuzach. Wynik w Chojnicach jest potwierdzeniem,
że bliższe poznanie kandydata, kontakt osobisty, rozmowa z nim, mają znaczący
wpływ na późniejszy wynik wyborczy. Powiem pewnie coś niezręcznego, ale jak na
„elastyczność” polityków, to niewątpliwą zaletą B. Komorowskiego jest
prawdomówność. To człowiek, który nie umie politycznie „lawirować”, jest do
bólu szczery, często za bardzo. A prywatność? Polowania to jego pasja, zawsze
ciągnęło go do lasu. Mieszka praktycznie obok Sejmu, jakieś 100 metrów. Teraz
prawdopodobnie zamieszka w innym, wiadomym miejscu, choć akurat w jego
przypadku nic do końca nie jest przesądzone. Pani Ania, jego żona, niezbyt
przychylnie podchodzi do zamieszkania w Pałacu Prezydenckim. To bardzo
samodzielna osóbka, której trudno będzie żyć „pod kloszem”, cały czas w
towarzystwie tzw. borowików. Jednocześnie podoba mi się jej umiejętność
godzenia się z tą sytuacją. To wyjątkowa osoba. Widoczny jest jej duży wpływ na
męża. Umie rozładowywać jego złe nastroje i radzi sobie z sytuacją, gdy wraca
zestresowany i „podminowany”. Wie kiedy przeczekać, przemilczeć, a kiedy
wyrazić swoją opinię. W prywatnym zaciszu państwa Komorowskich, to na pewno
pani Ania jest marszałkiem i prezydentem w jednym.
– Minęły 3 miesiące od katastrofy smoleńskiej. Jak Pan ocenia działania
rządu podejmowane w celu wyjaśnienia jej przyczyn?
– Moim zdaniem nic tu nie można rządowi zarzucić. Niezależne śledztwo
prowadzi prokuratura w Polsce, która jest instytucją całkowicie niezależną i to
do nich należy zbadanie wszystkich przyczyn tej tragedii. Nie powinny się tu
wtrącać ani strona rządząca, ani opozycja. To, co robi w tej chwili PiS, czyli
tworzenie jakiejś własnej, sejmowej komisji, to działanie pod media i pod
publikę, które nic dobrego nie przyniesie, a jedynie spowoduje większy bałagan
i przesunięcie w czasie. Wyjaśnianiem przyczyn katastrofy powinny się zajmować
odpowiednie organa, zarówno po stronie rosyjskiej, jak i polskiej, a nie
posłowie. Takie jest moje zdanie.
– Wróćmy do naszych lokalnych spraw. Zbliżają się wybory samorządowe i dość
niecodzienną sytuację mamy w Żukowie. Na dzień dzisiejszy aż dwie osoby są
kandydatami na burmistrza z ramienia PO. Jak zarząd powiatowy zamierza tę
kwestię rozwiązać?
– Na najbliższym posiedzeniu zarządu, odbędzie się tajne głosowanie, które
wyłoni jednego kandydata. Wcześniej obaj odpowiedzą na te same pytania, m.in.
opowiedzą, jak widzą piastowanie tej funkcji, czy o swoim stosunku do
pozyskiwania unijnych i innych dofinansowań. To pomoże członkom zarządu upewnić
się co do swoich preferencji. To będzie taka minidebata. Nic nie umniejszając
obecnemu burmistrzowi, tak już jest, że każde ugrupowanie wyłania swojego
kandydata, a następnie w zależności od ich wyniku wyborczego, w drugiej turze
możemy poprzeć kogoś innego. Może to być np. obecny burmistrz Żukowa, czy ktoś
inny. Trudno przewidzieć jak wyborcy zagłosują w pierwszej turze. W każdym
razie na zarządzie powiem, że do końca lipca listy do wyborów samorządowych z
PO i Porozumienia Samorządowego, które jest takim nieformalnym „dzieckiem”
Platformy, albo i odwrotnie, muszą być znane. Po raz pierwszy zamierzamy też
wystawić kandydata z naszego powiatu do Sejmiku, ale o konkretnych
kandydaturach nie chciałbym na razie mówić.
– Jak Platforma zamierza wykorzystać ten rok przed wyborami samorządowymi,
bo wiadomo, że opozycja wykorzysta ten czas maksymalnie.
– To będzie dobry rok, bo oddawane będą duże, widoczne inwestycje i co
istotne, wrócimy do ustaw wetowanych przez byłego prezydenta. Tam były całe
pakiety ustaw, których uruchomienie w widoczny sposób poprawi życie w Polsce.
Mam tu na myśli reformę zdrowia, w tym podwyżki dla pielęgniarek. Dotychczas
tylko lekarze otrzymali podwyżki, a pielęgniarki zostały z niczym. Kolejny
pakiet zawetowany przez prezydenta to ten dotyczący likwidacji barier dla
przedsiębiorców. Na uregulowanie tych spraw czeka wielu Polaków, a teraz
jesteśmy dobrej myśli, że obecny prezydent poprze te reformy i nie będzie ich
blokował.
– A jeśli chodzi o nasz region?
– Przede wszystkim kolej. To zobowiązanie, którego się podjąłem i nad
którym cały czas czuwam i pilnuję, choć to niełatwe. Wystarczy trochę odpuścić,
a już wszystko trafia do szuflady. Jestem jednak przekonany, że wszystko dobrze
się zakończy. W najbliższym czasie nastąpi też przekazanie budynków dworców
kolejowych na własność samorządom. I proszę tego nie łączyć z tym, że jak
dworce przekazują, to kolei nie będzie. W takich miasteczkach jak Kartuzy,
Matarnia czy Wrzeszcz, będą tylko zadaszenia dla oczekujących. Chciałbym też
uprzedzić pytanie o obwodnicę Kartuz. Tu póki co, zdanie marszałka Struka jest
nieugięte. Mówi, że za dużo byśmy chcieli. Na tę kadencję jest kolej, droga
211, pl. św. Brunona i sporo inwestycji wojewódzkich w innych naszych gminach.
W przyszłej kadencji taką wiodącą inwestycją ma być właśnie obwodnica, wypada
więc trzymać pana marszałka za słowo. Poza tym szybko do przodu posuwają się
wielkie inwestycje związane z Euro 2012. Jesteśmy daleko z przodu w porównaniu
z Ukrainą. Wszystko to będzie bardzo widoczne. Jestem spokojny o wynik
Platformy.
– Jest Pan też spokojny o wypełnienie obietnic przedwyborczych przez
prezydenta Komorowskiego?
– Jak najbardziej. To człowiek odpowiedzialny i to, co obiecał było
wcześniej konsultowane i przemyślane. To nie były jakieś obiecanki bez pokrycia.
Wszystko zostało przeliczone i marszałek obiecał wyłącznie tyle, ile mógł
obiecać. Jestem tu jak najbardziej spokojny. Poczekajmy, zobaczymy.
– Dziękuje za rozmowę.
Rozmawiała Lucyna Puzdrowska
|
|
 |
| |
|
|
 |
|
|
|
 |