„Jestem dumny z Weroniki, mniej z tego, co dzieje się w gminie”
Dodano: 2012-01-17, autor: Redakcja Gazety
Karol Ducher, były dyrektor ZS w Goręczynie, który zrezygnował z pełnienia tej funkcji w czerwcu ub. roku, skontaktował się z nami, żeby pochwalić się sukcesem swojej, również byłej już, uczennicy Weroniki Baran, mieszkanki Ostrzyc w gminie Somonino.
Weronika, o której sporo pisaliśmy w ubiegłym roku, gdy była jeszcze uczennicą ZS w Goręczynie, dziś uczy się w Liceum Jezuitów im. św. Stanisława Kostki w Gdyni. W grudniu została stypendystką Marszałka Województwa Pomorskiego.
– Dlaczego to właśnie Pan nagłaśnia dalsze sukcesy Weroniki?
– Być może dlatego, że nikt inny się ku temu nie kwapi, a warto nagłośnić w mediach, że absolwentka Zespołu Szkół w Goręczynie, mieszkanka Ostrzyc i małej w końcu gminy Somonino, została stypendystką Marszałka Województwa Pomorskiego. Nie zauważyłem, żeby odnotowały to na swoich stronach internetowych szkoła, czy Gmina.
– Pamiętam, że w ubiegłym roku to właśnie Weronika była jedną z posłanek w Sejmie Dzieci i Młodzieży, dzięki wspaniale napisanemu projektowi.
– Zgadza się, obie z koleżanką za swoją pracę zajęły wtedy drugie miejsce w Polsce. Nic więc dziwnego, że jestem dumny z Weroniki i dalej jej kibicuję. Zostałem poproszony, żeby towarzyszyć jej podczas uroczystości wręczenia stypendiów pana marszałka i zrobiłem to z radością. Zwrócono się do mnie, ponieważ… nie było innych chętnych.
– Ostatnia nasza rozmowa miała miejsce, kiedy zdecydował się Pan zrezygnować ze stanowiska dyrektora Zespołu Szkół w Goręczynie. Nie była to… „przyjemna” rozmowa.
– To prawda, zdecydowałem się odejść, kiedy zmieniły się władze gminy. Nie czułem się komfortowo w nowej sytuacji, tym bardziej, jeśli oszczędzanie i oddłużanie gminy, zaczęło się od oświaty i dzieci.
– Dziś patrzy Pan na to inaczej? Jest Pan dyrektorem szkoły w innej gminie, a nawet powiecie, więc pewnie spojrzenie na somonińską oświatę też jest inne?
– To prawda, pracuję w innej gminie, ale wciąż mieszkam w tej samej. Tu żyję, tu uczą się, mieszkają, moi byli uczniowie, tu uczą się i mieszkają moje dzieci, więc dobro tej gminy zawsze będę miał na uwadze. Gdy w ubiegłym roku żegnałem się z goręczyńską szkołą, byłem sceptycznie nastawiony do tego, co czeka somonińską oświatę pod nowymi rządami i dałem temu wyraz. Stąd pewnie pani opinia, że ta rozmowa nie należała do najprzyjemniejszych.
– Dziś zmienił Pan zdanie?
– Nie. Dziś zaczynam się bać i po trosze czuć się przerażonym.
– …?
– Jak odchodziłem, to wdrażany był program „Wyrównywania szans edukacyjnych”. Dziś wiem już, że większość rodziców nie jest zadowolonych z tego, co w ramach jego realizacji się dzieje. Dzieci nie mają czasu na naukę, na odrabianie zwyczajnych prac domowych, ponieważ nie ma ich w domu, są w szkole. Wracając do domu nie wiedzą jak się nazywają, więc co tu jeszcze mówić o odrabianiu lekcji. Zdolni, wybitni uczniowie, owszem, podołają, ale ci mniej zdolni? A przecież miało to być „wyrównywanie szans”, prawda? Tymczasem rodzice są rozgoryczeni, a dzieci nie mają czasu na to, żeby przygotować się do zwyczajnej kartkówki. Nie wygląda to optymistycznie.
– Jednak nowy budżet, który został prawie w stu procentach zaakceptowany przez radnych, zakłada mnóstwo inwestycji związanych właśnie z oświatą…
– Owszem, w tym projekcie budżetu widoczny jest głównie nacisk na rozwój bazy oświatowo-sportowej. m.in. przewiduje rozbudowę szkoły w Goręczynie, budowę hal sportowych w Egiertowie, czy w Borczu.
– Pewnie dlatego nazwano go ambitnym.
– Moim zdaniem jest nie tyle ambitny, co raczej niebezpieczny. Znalazły się w nim duże inwestycje, owszem, ale niestety powstaną wyłącznie przy pomocy zaciągniętych kredytów i bez udziału środków unijnych. Tylko w tym roku gmina zamierza się zadłużyć na ponad 6 milionów złotych, a w przyszłym 4. To daje 10 milionów złotych zadłużenia w bardzo krótkim czasie i to na inwestycje, które można by odłożyć na bezpieczniejszy okres, a nie budować na siłę, nie za swoje pieniądze i to w kryzysie gospodarczym, kiedy wszystkie samorządy oszczędzają i ostrożnie podchodzą do wydawania środków. W tej chwili zadłużenie gminy, o ile dobrze pamiętam, wynosi ok. 43 procent, więc pętla na szyi się zaciska. Do bankructwa, które następuje przy zadłużeniu 60 procent, niewiele brakuje. Nie ukrywam, że byłem w szoku, gdy dowiedziałem się, że radni przegłosowali ten budżet. Owszem, niektórzy mogą się nie orientować, ale wśród nich są przecież przedsiębiorcy, którzy wiedzą kiedy można zaciągać pożyczki, a kiedy nie. Przecież budżet gminy niczym się nie różni od budżetu firmy, czy domowego. Są wpływy i są wydatki, które muszą się zbilansować. Jeśli mnie nie stać na kupno samochodu, to go nie kupuję. Nie zaciągam pożyczek na taką skalę, że może mi przyjść do domu komornik. Tym bardziej, że mamy kryzys i to nie tylko w gminie Somonino, ale w całej Polsce i Europie, a prognozy wcale nie są najciekawsze.
Dlatego branie w chwili obecnej tak wysokich kredytów, przy niewielkich dochodach, bo jest to mała gmina, można nazwać tylko skrajną nieodpowiedzialnością. Nie neguję potrzeb inwestycyjnych. Byłem dyrektorem szkoły w Goręczynie i doskonale zdaję sobie sprawę, że jej rozbudowa jest konieczna, ale na Boga, nie za kredyt i nie bez dofinansowania. Jest tyle możliwości pozyskania środków i inne samorządy skwapliwie z tego korzystają, ale niestety, nie nasz. Wszystkie inwestycje, które zostały przez ten ponad rok zrealizowane z udziałem środków unijnych, przygotowała poprzednia ekipa, poza jednym, wspomnianym na wstępie, czyli „wyrównywania szans edukacyjnych”. Mało tego, ten projekt też nie został stworzony przez gminę, tylko pan wójt zatrudnił firmę, która ten projekt opracowała i duże pieniądze za to wzięła. Poza tym nic, zero.
– Ale przecież wcześniej pracownicy urzędu sami radzili sobie z opracowywaniem projektów i to w dużej mierze skutecznie. Co się więc nagle stało?
– Nie wiem, pomroczność jasna? To jest logicznie niewytłumaczalne, a nie chciałbym spekulować.
– Mówi Pan, że budżet niebezpieczny, że zadłuża gminę itd., ale przecież to właśnie było sztandarowe hasło w kampanii obecnego wójta, że gmina jest mocno zadłużona i należy uzdrowić politykę finansową gminy. To był główny, jeśli nie jedyny zarzut odnośnie byłego wójta. Jak to się ma do obecnego budżetu, który nazywa Pan niebezpiecznym?
– No właśnie nijak się nie ma. Nie rozumiem, jak można oddłużać, zadłużając i to na taką kwotę. Albo wtedy pan wójt nie wiedział co mówi, albo teraz nie wie, co robi. Nie umiem tego logicznie wytłumaczyć. Podobnie rzecz się ma jeśli chodzi o powstanie strefy ekonomicznej w gminie. Rozmowy były mocno zaawansowane, mediował w tej sprawie m.in. poseł Lamczyk i nagle ten temat również upadł. Strefa powstanie, ale nie w gminie Somonino. Tym samym straciliśmy okazję, żeby nasi mieszkańcy mogli pracować na miejscu, a nie dojeżdżać do Trójmiasta, czy innych gmin. Nie rozumiem wielu decyzji obecnej ekipy rządzącej.
– Gratuluję serdecznie Weronice i dziękuję za rozmowę, mając nadzieję, że kolejna będzie w bardziej optymistycznym tonie.
– Ja również mam taką nadzieję.
Rozmawiała Lucyna Puzdrowska
… i zwiedzaj muzea i obiekty turystyczne z naszym elektronicznym przewodni...
Kategoria: Inne

















